Motorbike, Motorbike

Zazwyczaj gdy człowiek chce dotrzeć w jakieś określone przez siebie miejsce może wybrać różne środki lokomocji. Samochód. Metro. Rower. Może też wybrać opcję pieszo. Zazwyczaj. Bo ta reguła nie dotyczy Bali. Tu rządzi skuter. Z angielska motorbike.

Przed wyjazdem czytałam kilka informacji na temat skuterów, o wysokich mandatach, o prawku międzynarodowym, o warunkach wynajmu skuterów i o tym, że one w Azji dominują jako środek lokomocji. Bla bla bla. Dużo teorii. Trzeba to przeżyć, żeby wiedzieć jak wszystko wygląda w praktyce.

Wylądowałyśmy w Jakarcie. Wszędzie skutery. Las skuterów. Skutery. Skutery. Skutery. Wylądowałyśmy w Denpasar. Powtórka. Wszędzie skutery. Las skuterów. Skutery. Skutery. Skutery. Ja, Kaja, Kasia, Paulina i Basia. Pięć dziewczyn. Wśród nas odnotowano jedną, która miała kategorię A i międzynarodowe prawo jazdy, trzy, które miały kategorię B, brak międzynarodowego prawa jazdy i jedną, która nie ma ani tego, ani tego. Wtedy pomyślałyśmy sobie, że jakoś to będzie. I jakoś to było, nawet szybko i sprawnie. Skutery udało nam się załatwić już pierwszego dnia bo bez nich ani rusz. Nie dojechałybyśmy do szkoły, do sklepu, na plaże, nigdzie.

Wypożyczalnia

W wypożyczalni trzeba się targować, długo. Taka zasada. Trzeba się przyzwyczaić. Lepiej szybciej, po co psuć sobie nerwy. Nie musiałyśmy okazywać prawa jazdy, ubezpieczenie też było zbędne. Jedyne dane to imię i nazwisko, numer telefonu i adres. Za pierwszym razem podałyśmy prawdziwe, za drugim, trzecim i kolejnym jedynie numer telefonu. Po co się rozpisywać. Zaufanie to podstawa, czyż nie?

Podsumowanie naszego targowania :

Skuter: Honda Mio

Stan: Dobry

Cena wynajmu za miesiąc: 45$

Ubezpieczenie: Brak

Prawo jazdy międzynarodowe: 4 z 5 Brak

Nie było jazd próbnych. Zostałyśmy rzucone na głęboką wodę. Kilkumilionowe miasto, harmider, wszędzie korek, wszędzie kurz i nieustający dźwięk klaksonów. Czasem upał nie do wytrzymania. Trzeba zakrywać nogi i ramiona bo poparzenie murowane. Innym razem deszcz. Jak nie masz w bagażniku płaszcza jest po tobie.

Klakson

W Polsce używany rzadko, w nerwowych sytuacjach gdy chcemy kogoś pospieszyć, upomnieć albo po prostu strąbić bo zajechał nam cham jeden drogę.

W Indonezji dźwięk klaksonu ma wiele znaczeń, niekoniecznie powodujących od razu złe skojarzenia. Azjaci lubią informować o wszystkim, tak więc robią to w nieskończoność. Trąbią bo:

– wyjeżdżają z uliczki przydomowej

– będą skręcać w tej uliczce w prawo/lewo, na wszelki wypadek gdyby ktoś był za zakrętem

– zaczną za chwilę wyprzedzać drugi pojazd, małe pojazdy obtrąbywane są raz, duże kilka, na wszelki wypadek

– ruszają na zielonym

– widzą, że jest mało miejsca na przejazd, niech inne pojazdy po prostu się przesuną

– na przywitanie

– jadą jak szaleni i mają wszystko gdzieś, wtedy trąbią na wszystko co jest po drodze. O dziwo inne obiekty dwu i czterokołowe udostępniają miejsce

– chcą wyprzedzić przechodniów na chodniku, w końcu chodnik służy do jazdy, a przechodnie to punkty to wyminięcia

Trochę mi zajęło przyzwyczaić się do sytuacji panującej na ulicach Denpasar. Ale udało się, myślę, że nawet całkiem nieźle opanowałam hardkorową jazdę wśród hardkorowych Azjatów.

Mandaty

Rzecz najmniej przyjemna, jednak przy odrobinie sprytu nie uszczupli nam bardzo portfela. Jeśli posiadamy międzynarodowe prawo jazdy nie ma większego problemu, gdyż policja zazwyczaj zatrzymuje turystów bez powodu. Jeśli prawka brak, jest gorzej, ale bez przesady.  Policja w większości przypadków średnio mówi po angielsku, ma wyuczone teksty i wygórowane ceny mandatów np. 1mln IDR. W rzeczywistości za „mandat” powinniśmy zapłacić ok 50tyś IDR = 18 PLN. Jak widać nie jest to kwota duża i można czasem wydać. Gorzej gdy policja łapie nas prawie codziennie. Powody łapania tzw bule są różne. Najczęstszym jest zwykła kontrola w celu sprawdzenia czy turysta ma prawo jazdy. Jak nie ma to jest kara. Od naszego uroku osobistego zależy jak mała. W naszym przypadku była jedna stała wymówka: jesteśmy studentami na stypendium Darmasiswa, na Bali jesteśmy dopiero tydzień i Uczelnia załatwia nam wszystkie dokumenty, więc nie mamy przy sobie teraz międzynarodowego prawa jazdy. 30 minut konwersacji, oni o jednym, my o drugim, pokazana legitymacja studencka i łapówka 50tyś IDR. Uff!
Nie zawsze było jednak kolorowo, czasem policjant jest bezczelny i chce zabrać zabrać dokumenty, wypisać mandat, który trzeba opłacić w jakiejś placówce. Takim daje się od 100 do 300 tyś IDR i niech spadają. Dlatego polecam wyrobić międzynarodowe prawo jazdy w Polsce, koszt ok 40 PLN, czas oczekiwania – tydzień, a problemów od razu mniej. Można też spróbować wyrobić indonezyjskie prawo jazdy, ale robi się je na podstawie międzynarodowego lub trzeba mieć duże znajomości wśród policji.

Jednak nawet jeśli mamy już to international prawko, policja może przyczepić się o zjazd z jednego pasa na drugi. Turyści często mylą drogę, skręcą tam gdzie nie wolno lub staną za linią. I tak jak w przypadku lokalesów policja przymyka na to oko, tak w przypadku turistas, widzą okazję dodatkowego zarobku. Pilnować więc trzeba się na każdym kroku. My starałyśmy chować się za samochodami, również nie dojeżdżać jako pierwsze do linii kiedy było czerwone światło. Policja bez problemu wypatrzy potencjalnego posiadacza wypchanego portfela.
Przyjmowanie łapówek jest u nich normalne. Zdarzyło mi się usłyszeć: „police is your friend, always. is it a problem that you pay me?”. Ręce opadają. Ale co zrobić?! Za dużo nie ma co dyskutować, bo to jałowa rozmowa.

Wypadki

Biały człowiek ich nie uniknie. Znam tylko jednego kolegę, któremu się to udało. Ale miał motor i nie bał się przejeżdżać kur i psów które wybiegały na ulicę. Pozostała, znaczna część zaliczyła kraksę, a niektórzy dosyć poważne wypadki. Trzeba być uważnym. Nie brać za pewnika, że skoro my jeździmy dobrze to nic nam się nie stanie. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. Nigdy nie wiadomo kiedy wyskoczy nam samochód z lewej strony, czy jakiś szaleniec na skuterze będzie chciał nam zajechać drogę. Chcesz przeżyć bez wypadku? Albo zostań w domu albo jeździj po chodnikach. Zostać w domu to grzech,a chodniki nie istnieją. Tak więc trzeba podjąć ryzyko i po prostu uważać na każdym kroku.

Reklamy